|
Niewiele materiałów doczekało się takiego uświęcenia, tylu symbolicznych znaczeń i jednocześnie, po stuleciach, takiej wszechobecności jak szkło. Przez wieki zapewniało ono dzięki swym fizycznym właściwościom nie tylko światło i ciepło, ale stawało się - jak w gotyckich świątyniach nośnikiem najdonioślejszych znaczeń.
I to właśnie mistyczne odczucie, towarzyszyło otwierającej Wystawę Światową królowej Wiktorii, gdy przestępowała próg Kryształowego Pałacu.
Do realizacji wyobrażeń o szklanych pałacach i szklanych świątyniach zbliżali się niekiedy w swoich utopijnych projektach wielcy wizjonerzy. Miał je spełnić jednak nie wizjoner, nawet nie architekt, a skromny domorosły wynalazca i konstruktor szklarni, ogrodnik księcia Devonshire - Joseph Paxton (1801-1865). Poproszony o zaprojektowanie wielkiego pawilonu wystawowego zaproponował wzniesienie gigantycznej oranżerii, która przejść miała do historii jako Crystal Palace (il.). Marzenie pokoleń spełniło się w ciągu zaledwie kilku miesięcy - ponad 300 tys. szklanych modułów przekryło 72 tys. m2 wielkiej hali. Powstała największa szklana konstrukcja w dotychczasowych dziejach architektury. Nikt jeszcze nie przypuszczał, że to kuriozum na stałe wejdzie do podręczników historii budownictwa i na stałe zmieni jego oblicze. Gdy 1 maja 1851 roku królowa Wiktoria przestąpiła próg wielkiej szklanej hali doznała ponoć mistycznego olśnienia.
Powściągliwa królowa mówiła potem o wypełnieniu pobożnością. Trudno się dziwić, gigantyczna oranżeria była największą i najnowocześniejszą konstrukcją ówczesnego świata, o kubaturze 6 razy większej od londyńskiej Katedry Świętego Pawła. Urzekała nie tylko rozmiarem, ale przede wszystkim materiałem - potężną masą szkła, kryjącą miniaturę całego ówczesnego świata, widzianego z perspektywy Londynu. Pałac stał się manifestem nowej, rodzącej się architektury czasów nowoczesnych. Jednak nie znaleziono szybko przełożenia możliwości rozwijającej się techniki, której manifestacją był pawilon Paxtona, na potrzeby zwykłej architektury. Trzeba było poczekać jeszcze kilkadziesiąt lat, by szkło stało się nie tylko możliwym, ale i rzeczywistym składnikiem budowli. Konieczna była do tego prawdziwa rewolucja w architekturze. A ta nastąpiła dopiero w pierwszych dziesięcioleciach zeszłego wieku, przynosząc światu kierunki, które nazywamy funkcjonalizmem i modernizmem, do dziś w dużej mierze kształtujące oblicze współczesności. Wszystko wybuchło dość nagle i w odległych geograficznie punktach Kontynentu. W 1918 roku w ogarniętej rewolucją Rosji Władimir Tatlin (1885-1953) rzeźbiarz i scenograf zapatrzony w ideały nowej rzeczywistości postanowił wykreować dla niej nową architekturę. Ze szkła osadzonego w żelaznej konstrukcji, powstać miała największa manifestacja komunistycznej władzy: 400-metrowa Wieża III Międzynarodówki (il.) utylitarnego pomnika mieszczącego siedzibę rewolucyjnych władz. Żelazo i szkło miały stać się materiałami współczesnego klasycyzmu. W swojej surowości były nowoczesnymi, proletariackimi odpowiednikami marmuru. Wieża nigdy nie powstała. Przerosła możliwości kraju pogrążonego w chaosie rewolucji. Pozostała jednak symbolem dążeń XX-wiecznych architektów-utopistów. Podobnie rewolucyjną wizję szklanej architektury zaledwie rok później zaprezentował inny wielki marzyciel minionego stulecia - niemiecki architekt Ludwig Mies van der Rohe (1886-1969). Kiedy w 1919 stanął do konkursu na wieżowiec przy dworcu Friedrichstrasse w Berlinie i zaproponował potężną, wysoką konstrukcję ze szkła i stali, przekraczało zarówno ograniczenia mentalne, jak i możliwości techniczne jego czasów (il.). Ale to właśnie te rzucane przez Miesa z niezwykłym uporem i konsekwencją kolejne projekty szklanych domów opanowały wyobraźnię całego pokolenia. Szybko, bo już w dekadzie lat 30. stały się częścią społecznej świadomości. Stąd już droga bliska do pełnej realizacji. Ale dopiero po katastrofie II Wojny Światowej przemysł podjął ofertę lat 20.: pomysł szklanej ściany osłonowej o samonośnej konstrukcji. Pisma architektoniczne tamtego okresu zaroiły się od reklam informujących o coraz doskonalszych efektach prac wielkich laboratoriów i różnych firm budowlanych. Rosła powszechna fascynacja szkłem. I tak szkło zaczęło zalewać bogatą część świata. Masowa produkcja spowodowała spadki cen materiału. Kolejne budowle roztaczały swój szklany splendor we wszystkich metropoliach Europy i Ameryki. Szkło stało się obowiązującym materiałem stylu międzynarodowego, a ten - obowiązującym stylem modernizującej się Ameryki i odbudowywanej za amerykańskie pieniądze Europy. Lśnienie szklanej architektury szybko stało się nie tylko symbolem nowoczesności, ale i ulubionym fetyszem wielkiego biznesu. Klasycznymi już przykładami są wieżowce Levera (1951) (il.), czy Chase Manhattan Bank (1955-62) Miesa, wyznaczające drogę rozwoju szklanej architektury na kolejne dziesięciolecia. Kurtynowa ściana po podbiciu świata zachodniego wraz z jego kapitałem szybko podbiła triumfalnie wszystkie uprzemysławiające się kraje - od Japonii i Australii po Amerykę Łacińską. Na nowo odnalazły się źródła słowa luksus. Szklane budowle zaczęły hojnie rozsiewać swój blask wśród slumsów Caracas i Rio, wśród niskiej, dywanowej zabudowy Tokio i Stambułu, w końcu i w centrach komunistycznych stolic, jako nowe symbole potęgi i metropolitalnych aspiracji. Nocą oddają światło swych wnętrz, za dnia - chłoną łapczywie światło do wnętrz rozdając je odbite w gładkich elewacjach. Festiwal szkła trwa. Materiał staje się tak wszechobecny, że trudne byłoby nawet wskazanie najbardziej szklanych ze szklanych budowli. Szkło jest wszędzie, choć szybko zmieniają się architektoniczne mody. Szklane prostopadłościany propagowane w latach 50. i 60. przez Miesa i jego spadkobierców zaczęły być nudne. Nikomu nie znudziło jednak szkło. Zmieniło się tylko z przejrzystej tafli w wielki ekran odbijający otoczenie. Na chwilę, w epizodzie postmodernizmu, główną rolę zagrało szkło refleksyjne. Upatrywano w nim materiału zdolnego zapewnić budynkom lub ich partiom niewidoczność -swoiste zakłamanie obrazu przestrzeni przez multiplikację wizerunku otoczenia. Ale to tylko epizod w najnowszej historii szklanych domów. Ostatnie dziesięciolecie przyniosło nam powrót do podstawowej, jak się wydaje, cechy szkła - przejrzystości, triumfalnie wróciło szkło nierefleksyjne. Ta, na nowo odkryta przezroczystość, ponownie nadaje szkłu znaczenie symboliczne. Po dziesięcioleciach bardzo funkcjonalistycznego podejścia do tego materiału, w latach 90. okazało się ponownie, że ma on potężny ładunek znaczeń symbolicznych. Szkło odpowiada swoją przejrzystością bardzo istotną potrzebę, szczególnie po upadku komunizmu, ostentacyjnej otwartości i transparentności nowoczesnych demokracji. Nie tak dawno cały świat usłyszał o architektonicznych manifestacjach demokracji, za jakie uznać należy nowe gmachy rządowe Berlina. Ciężki korpus Reichsbanku, autorstwa Alberta Speera, z bezlitosnym rytmem okien ujętych w kamienne oprawy, setkami tajemniczych pokoi, połączonych opresyjnym labiryntem korytarzy, przeznaczono na gmach Ministerstwa Spraw Zagranicznych wyposażając go jednak w nowe, lekkie skrzydło frontowe. Wchodzi się do niego przez wysokie, całkowicie przeszklone i ogólnodostępne atrium. Z kolei megagwiazda brytyjskiej architektury, sir Norman Foster, otworzył stare ciężkie mury Reichstagu, przekrywając budynek szklaną kopułą - kreując tym samym nowy symbol odradzającego się po podziałach Berlina (il.). Z wewnętrznego tarasu kopuły przez szklany strop widzowie mogą się przyglądać obradującym deputowanym. Fosterowska kopuła doczekała się już kilku naśladownictw i doczeka się niebawem kolejnych. Jest nie tylko piękna, ale i wymowna. Architektura najnowsza coraz częściej odwołuje się do tak zwanych form bimorficznych, chętnie przejmując obłe kształty znane z dotąd natury. Nie rezygnuje przy tym ze szkła - wręcz przeciwnie: nadaje mu nowe formy dostosowane do obłości. Wybitnych przykładów jest wiele. W londyńskim City wyrósł ukończony przed zaledwie rokiem wielki kokon - szklany wieżowiec Swiss Re (il.) projektu sir Fostera. Także w 2004 roku austriackim Grazu wylądował „przyjazny obcy" - gmach Kunsthausu (il.) projektu Petera Cooka i Colina Fouriera, który mimo bimorficznej, niezwykle odważnej formy, w całości pokryty został szklaną skórą. W Kornwalii zaś jakby wykluły się z ziemi szklane bańki potężnej oranżerii - Eden Project (2001) (il.) - dzieło Nicolasa Grimshawa*). I tak, podążając drogą szkła we współczesnej architekturze, od oranżerii Paxtona doszliśmy do oranżerii Grimshawa. To zaledwie kilka punktów, mały wycinek ze 155 lat burzliwej historii architektury - architektury szkła. Materiału rozpiętego między funkcjami czysto użytkowymi a symbolicznymi, między geometrią o biomorficznościa, między transparentnością a odbiciem. To jednak nie koniec wielkiej kariery transparent-nej, twardej, kruchej substancji - przed szkłem jeszcze długa droga. Jarosław Trybuś więcej informacji: Świat Szkla 5/2005
Crystal Palace, Londyn, 1851, (spłonął w 1936) proj. sir Joseph Paxton Pomnik III Międzynarodówki, Leningrad, 1918, (niezbudowany) makieta, proj. Władimir Tatlin Wieżowiec przy Friedrichstrasse, Berlin, 1919, 1921 (niezbudowany) proj. Ludwig Mies van der Rohe Wieżowiec Lever, Nowy Jork, 1951, proj. Gordon Bunshaft i pracownia Skidmore Owings & Merril Reichstag, Berlin, 1993-99, proj. zabudowy sir Norman Forster Wieżowiec Swiss Re, 1997-2994, proj. sir Norman
Kunsthaus, Graz, -2004, proj. Peter Cook, Colin Fournier Foster
Eden Project, Kornwalia, -2001, proj. Nicolas Grimshaw *) patrz: J. Wrzesińska, Raj odnaleziony, „Świat Szkła" 6/2003 |