Aktualne wydanie

2019 07 okladka

 

       7-8/2019

 

20190444Swiat-Szkla-V4B-BANNER-160x600-PLEDG Swiat Szkla Skyscraper 160x600 BAU OK

EDG Swiat Szkla Skyscraper 160x600 BAU OK 

 

facebook12

czytaj newsy Świata Szkła

- więcej szklanej architektury

 

Baztech

Miesięcznik Świat Szkła

indeksowany jest w bazie

czasopism technicznych

 

 

Wydanie Specjalne

 

Fasady przeszklone termika akustyka odpornosc ogniowa 2016

 

okna pasywne 2015a

 

Fotowoltaika w architekturze okladka

 

20140808Przegrody przeciwpozarowe

 

konstrukcje szklane

 

20140533 Konstrukcje przeszklone 2

 

katalog 2018 a

 

banner konferencja 04 2019

 RODO

 LiSEC SS Konfig 480x120

  

VITRUM Swiat Szkla Web

 

ift 480x105px RFT19 engl 

 

 GP19-480x105px

 

 GLASS 480X120

 

Polskie szkło – obrazki z lat dwudziestych
Data dodania: 23.06.13

 

W 1920 r. ponownie uruchomiono produkcję w Krajowej Hucie Szkła w Dąbrowie nieopodal Jaworzna – po 10-letniej przerwie. Był to obiekt nie pierwszej już młodości, z 80-letnią historią. Powstał w celu produkcji szkła ornamentowego.

 

Krajowa Huta Szkła w Dąbrowie

SS-2013-05-40-1W początkach swego istnienia huta posiadała piec czterodonicowy. Każda z donic miała pojemność zaledwie 300 kg. Piec opalany był drewnem, mimo że od czasów Brytyjczyka Mansella w powszechnym użyciu w szklarstwie był już węgiel. Piec szklarski posadowiono w środku hali na dość wysokim podeście. Kiedy skończyła się moda na szkło zdobione, Dąbrowa zaczęła wytwarzać butelki. Piec został powiększony do 8 donic o pojemności 400 kg masy szklarskiej każda. Do jego opalania wbudowano gazogeneratory. Materiał opałowy stanowił torf, znajdujący się tuż „pod ręką”. Wartościowy piasek wydobywano nieopodal, podobnie, jak i sodę. Wybuch Wielkiej Wojny spowodował kres możliwości zbytu.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w głównej hali Krajowej Huty Szkła prócz ośmiodonicowego pieca znajdowały się jeszcze: sztrekownia, czyli prostownia szkła, dwie tęprownie (piece do wypalania donic) oraz duży piec służący do suszenia piasku, piec komorowy, w którym możliwa do osiągnięcia temperatura sięgała 650 stopni (tyle trzeba było do usunięcia zanieczyszczeń).

Główny piec huty posiadał dwie komory gazowe i dwie powietrzne, sześć palników, z niemiecka zwanych brenerami (prawie cała fachowa terminologia pochodziła z tego właśnie języka) oraz dwie „kieszenie” używane w charakterze zbiorników na ściek szkła. Posadowione były one pod palnikami. W narożnikach pieca ustawiono bębny, czyli drumle. Była to komora piecowa okrągła wewnątrz, w sam raz nadająca się do rozgrzania szklanej kuli. Po rozgrzaniu wydmuchiwano z niej rury o dwuipółmetrowej długości.

Obsada personalna warsztatu była skromna: trzech tafelników, trzech nabieraczy, paclarz, postniarz i kulkarz. Dzienna produkcja masy szklanej oscylowała w granicach 7 ton. Warsztaty w Dąbrowie były jednak dwa. W sumie wytwarzały 300 tafli, czyli 900 m2.

Własnością huty było 10 mieszkań „zakładowych”, składających się z pokoju z kuchnią. Mieszkało w takim mieszkaniu po 5-7 osób.

 

Polska szklarnia w Sosnowcu

W latach 20. XX w. huty, oczywiście niewielkie i prymitywne, powstawały co chwilę. Było krótko po wojnie, bardzo brakowało szkła okiennego. Hala główna sosnowieckiej huty posiadała 10 m szerokości i 15 m długości. Mimo niewielkich rozmiarów pomieszczono tam wannę do wytopu szkła, cztery warsztaty tafli, tj. szkła okiennego oraz dwa warsztaty aptecznych opakowań. Znalazło się tam też miejsce dla czterech bębnów wraz z walcami. Magazyn wyrobów gotowych znajdował się pod gołym niebem. W hucie sosnowieckiej stała wanna wyrobowa, zbudowana z piasku żarnowieckiego. Jej pojemność wynosiła 10 ton. Wytop masy szklanej trwał aż 14 godzin. Dwie godziny przeznaczone były na przestudzenie wanny. W hucie pracowali ludzie z całej Europy środkowowschodniej, pędzący trochę koczowniczy tryb życia, bardziej z konieczności niż z upodobania.

Piotr Haberko, nasze najlepsze źródło dla dziejów przedwojennego przemysłu szklarskiego, przyznaje, iż w sosnowieckiej hucie zaprzyjaźnił się z majstrem o nazwisku Kurek. Współpraca ta okazała się być owocna. Pospołu ustalili przyczynę powstawania odprysków ze ścian wanny. Wyszło na to, iż piaskowiec źle toleruje skoki temperatury. Temperatura obniżała się każdorazowo po wsypaniu do wanny większych ilości zestawu szklarskiego. Drobne odpryski, nie stapiające się z masą szklarską, powodowały straty produkcyjne oraz osłabiały trwałość ścian urządzenia.

Nasi fachowcy doszli do wniosku, że trzeba zmniejszyć porcje zestawów, a zwiększyć częstotliwość ich wrzucania do wanny.

Na początku to działało, ale radość tafelników nie trwała długo. Po trzech miesiącach doszło do wycieku szkła. Z konieczności urządzenie rozebrano. Potrzebne było nowe. P. Haberko pojechał do producenta, aby zamówić nowe partie piaskowca, a właściciele huty ściągnęli fachowca z Czech, aby z tego materiału zbudował inną wannę. W tym czasie Czesi i Bawarczycy uchodzili za najlepszych szklarzy. Jednak po rozgrzaniu wanny i uruchomieniu produkcji „nakładka” na piaskowcu nie wytrzymywała temperatury i masa szklana nie nadawała się do wykorzystania, albowiem zostawało w niej zbyt dużo ziaren.

(...)

 

 

Sosnowiecka Fabryka Szkła

SS-2013-05-41-1Ta huta także posiadała XIX-wieczne konotacje. Jej założycielami byli Czesi i Żydzi. Zbudowano ją w lesie. Las wykarczowano, w pierwszej kolejności pozyskując tereny pod pola uprawne, a w następnej – pod przemysł. Dlatego piece huty zrazu opalano drewnem, którego było pod dostatkiem.

W XIX w. późniejsza Sosnowiecka Fabryka Szkła bardzo się rozwinęła, na tyle, aby mogły powstać podpiwniczone hale, mieszczące komory gazowe, powietrzne, kanały itd. Podziemia SFS potrafiły skryć setkę ludzi, jak to oceniali ówcześni pracownicy.

W 1924 r. na bazie starej już, bezużytecznej, kilkudziesięcioletniej wanny zbudowano nową. Prócz tego w SFS wkrótce po przybyciu P. Haberki wzniesiono nowy piec. Prace budowlane prowadzili fachowcy z Bawarii. Trwały 6 tygodni po 12 godzin dziennie, z dwiema przerwami: śniadaniową i obiadową. Polskich murarzy do prac nie dopuszczono. Nowy piec do wytopu masy szklarskiej był typu podłużnego. Posiadał 8 donic, każda o pojemności 900 kg. Średnica donic wynosiła 110 cm, głębokość 75 cm. Palnik był 15-centymetrowej długości. Piec jak na tę epokę uchodził za nowoczesny. Obniżenie sklepienia przyczyniło się do skrócenia procesu wytapiania masy; przyniosło to spore oszczędności. Również objawem postępu technicznego było zastosowanie komór stojących, co ułatwiło wymianę gazu oraz powietrza. Komory leżące były długie, niskie i wąskie. Szklarz wchodzący do gorącej komory (co jakiś czas należało wymienić kratownice) musiał zakładać na głowę i plecy trzy worki suche, a na nie – trzy worki mokre, i tak zabezpieczony mógł przystąpić do dzieła. Dziewięćdziesiąt lat temu nie znano azbestowej odzieży ochronnej.

W 1923 wybuchnął konflikt na tle płacowym; poszło o podniesienie normy produkcyjnej. Do tej pory w Sosnowieckiej Fabryce Szkła wynosiła ona 50 walców na zespół. Po zainstalowaniu nowej, większej wanny kierownictwo huty zaproponowało pracownikom zwiększenie normy o 10 walców na każdy kilkuosobowy zespół, obiecując w zamian premię. Fachowcy zgodzili się na to i do tych 60 walców na dobę doszli. Przez kilka tygodni dyrekcja premię faktycznie wypłacała, ale potem powiedziała: „dosyć”. Odtąd norma miała wynosić 60 walców i o żadnej premii nie było już mowy. Oszukani szklarze zbuntowali się i ogłosili strajk. Robotników poparł dyrektor techniczny, inżynier Feliks Kropf, pochodzący z rodu o starych tradycjach szklarskich (jego ojciec miał dwie huty: Tarnowską i hutę w Szczakowej). Kropf nie przepadał za dyrektorem naczelnym, który chyba z kolei nie lubił swej załogi, gdyż przy okazji chciał odebrać tafelnikom darmowe piwo (w każdej hucie stała beczka ze złocistym trunkiem, z której spoceni od żaru szklarze mogli czerpać do woli – to zwyczaj o wieloletniej tradycji).

SFS ogrodzona była parkanem, za którym znajdował się plac, skrywający bryły szklanej lawy, pozostałość po wielu latach produkcji. Kiedy miejscowa ludność zorientowała się w sytuacji, zaczęła te bryły wykopywać i sprzedawać. Wtedy kierownictwo SFS przesunęło parkan w taki sposób, aby samo mogło z tego darmowego materiału skorzystać.

 

Huta „Ino”

Inowrocławska Huta Szkła powstała w 1922 r. jako spółka pracownicza, w której udziały posiadało 50 szklarzy. Byli oni „białymi szklarzami”, czyli fachowcami wytwarzającymi galanterię stołową. Jak na te czasy, stan technologiczny huty był więcej niż dobry. Huta miała własną bocznicę kolejową, co znakomicie rozwiązywało problem transportu. Hala obszerna, wysoka, przestronna. Stały w niej dwie wanny szklarskie: jedna do ciągłej produkcji, trójzmianowa, oraz druga, zwana wyrobową. W tej drugiej proces wytapiania masy szklarskiej przebiegał w nocy, a produkcja w dzień. W głównej hali prócz wanien znalazło się także miejsce dla urządzeń służących odprężaniu wyrobów gotowych. W innym obiekcie huty „Ino” mieściła się szlifiernia oraz magazyny. Warsztaty były dobrze wyposażone, pracowali w nich również wybitni specjaliści. W przyfabrycznej malarni nadawano ostateczny kształt wazom eksportowanym do USA. Jej kierownikiem był Niemiec z Saksonii nazwiskiem Wendler. Jego rodzic wyemigrował do Cesarskiej Fabryki Porcelany w Petersburgu, gdzie pełnił obowiązki artysty-malarza. Równie uzdolniony syn został ściągnięty do Polski przez właściciela huty Opalin. Zdarzało się, i to dość często, że huty szkła bankrutowały. Podobny los spotkał Opalin. Wendler przeszedł wtedy do Inowrocławia, dokąd ściągnął go współorganizator spółki, pan Lubiński, także artysta-malarz, oraz dekorator szkła. Dekorowanie należało do zajęć intratnych, gdyż bywało, iż niejednolita, spieniona masa szklarska nie nadawała się już do wytworzenia z niej lamp czy kielichów, a do wazonów cienkościennych była w sam raz. Dekorator pokrywał je pięknymi wzorami, a handlarze chętnie je nabywali.

W 1924 r. spółka pracownicza przekształcona została w akcyjną; niezbędne bowiem okazało się być finansowe wzmocnienie przedsiębiorstwa.

P. Haberko, czyli nasze podstawowe źródło informacji o dziejach przedwojennego przemysłu szklarskiego, w Inowrocławiu został zatrudniony w celu zbudowania nowych urządzeń topliwych, wanien wyrobowych i wanien wagonowych (te ostatnie przypominały kształtem wagon kolejowy, dlatego tak je nazywano). Wanny jego pomysłu zdawały egzamin. Wędrujący majster w Hucie Szklanej Inowrocław wybudował jeszcze wannę do produkcji galanterii: słojów, butelek, gąsiorów. Nie musiał natomiast dokonywać renowacji urządzeń służących do odprężania wyrobów szklanych; stan ich był zadowalający, odprężane wyroby nie pękały w szlifierni.

W tym czasie doszło do zatargu w łonie kierownictwa fabryki. W jego wyniku współorganizator spółki Lubiński, pełniący w firmie obowiązki dyrektora technicznego, założył własną firmę, wspólnie z posesjonatem Dzikowskim. Lokalizacja szklarni była bardzo dobra – blisko dworca – co ułatwiało wywóz wyrobów gotowych oraz zaopatrywanie się w surowce. Pełna nazwa nowej huty brzmiała: Huta Szkła „Irena”. Czekała ją piękna przyszłość. W nowej Polsce stała się spółką giełdową i w latach 90. kurs jej akcji zwykle zwyżkował.

 

Huta w Żółkwi

P. Haberko trafił do tamtejszej huty w marcu 1928 r., już jako samodzielny majster - specjalista od projektowania oraz konstruowania takich urządzeń, jak wanna polskiego typu wraz z tzw. butami, piecyki do odprężania gotowych wyrobów, zwane „kilofkami”. W Żółkwi pracowało kilku szklarzy wcześniej zatrudnionych w hutach inowrocławskich.

Dach hali produkcyjnej był drewniany, a ściany stanowił mur pruski. Długość hali wynosiła 50 m, szerokość 35 m. Huta w Żółkwi nie posiadała pieca topliwego. Stały tam za to „kilofki”. Znajdowała się w niej także szmelcarnia, piec do suszenia piasku, trzy gazogeneratory z rusztami schodkowymi, przystosowane – co nader istotne – do różnego rodzaju paliw używanych w przemyśle szklarskim. W żółkiewskiej hucie stała również donicarnia. Mieściło się w niej 30 donic, każda o pojemności rzędu pół tony. Huta posiadała – wielka rzadkość – własną elektrownię oraz murowaną szlifiernię z dużą ilością okien, co również nie było zbyt często spotykane. Wspomnianą szlifiernię wyposażono obficie w maszyny do obróbki szklanek, talerzy i temu podobnych artykułów gospodarstwa domowego. Był też drewniany magazyn wyrobów gotowych. Obok huty wzniesiono budynki towarzyszące: duży dom dyrektora, willę z ogrodem należącą do właściciela fabryczki oraz cztery domy dla załogi. Te ostatnie przypominały żołnierskie koszary. W każdym znajdowało się dziesięć mieszkań złożonych z pokoju z kuchnią.

Nową halę (wraz ze szlifiernią) wznoszono w pierwszej połowie lat dwudziestych. Budowę wanny rozpoczęto w 1925 r., ale jej nie ukończono. Zabrakło środków finansowych; drugą przyczyną porażki była zła konstrukcja więźby dachowej. Nowa hala okazała się być do niczego. W tej sytuacji w Żółkwi wyremontowano starą halę i wybudowano w niej wannę do wytopu masy szklarskiej, co trwało dwa miesiące.

 

Jerzy Grundkowski
ilustracje: Jakub Szczygieł 

 

Całość artykułu w wydaniu drukowanym i elektronicznym 

Inne artykuły o podobnej tematyce patrz Serwisy Tematyczne

Więcej informacj: Świat Szkła 05/2013

 

 

 

 

01 chik
01 chik